Opinie

Opinie o mnie.

Grzegorz Nowogrodzki- absolwent, student wydziału lekarskiego na GUM w Gdańsku.

Lekcje języka polskiego były jednym z ciekawszych doświadczeń z liceum. Zawdzięczam im poszerzenie wiadomości o nurtach literackich, ich założeniach, głównych twórcach, dziełach artystycznych, które wtedy powstawały. W liceum nie sądziłem, że te informacje będą aż tak przydatne w późniejszym życiu. Nieraz dzięki tym wiadomościom udało mi się nawiązać na studiach kontakty z nowymi, ciekawymi osobami, gdyż zawsze na początku znajomości poszukuje się wspólnych tematów do rozmów. Dodatkową zaletą lekcji języka polskiego były bardzo częste dyskusje, które nauczyły mnie budowania własnego zdania na dany temat, zbieraniu merytorycznych argumentów, które pozwalały obronić swoje stanowisko.

Sylwia Joniak- cudowny człowiek, który wie, że w życiu są wartości, którym warto być wiernym.

II Liceum Ogólnokształcące to absolutnie najlepsza alternatywa dla wszystkich uczniów, którzy chcą kontynuować naukę po gimnazjum! Serdecznie polecam wam szkołę, szczególnie ze względu na wysoki poziom nauczania, ale też fantastyczną atmosferę pracy, która jest niezwykle ważna podczas nauki. Jako absolwentka, muszę dodać, że nauczyciele prowadzący zajęcia doskonale przygotowali mnie do egzaminu zwieńczającego naukę w liceum, jakim jest znana nam wszystkim matura. Obowiązkowe przedmioty na maturze, w tym język polski, który jest przedmiotem trudnym, utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Lekcje prowadzone są tak, by zachęcić zarówno tych ambitnych, jak i tych opornych uczniów. Dzięki urozmaiceniom w sposobach nauki, chętnie uczęszczałam na zajęcia, które łączyły przyjemne z pożytecznym. Uważam, że naprawdę warto wziąć pod uwagę II LO podczas wyboru przyszłej szkoły. Gdybym znowu miała wybierać, z całą pewnością wybrałabym tę szkołę.

Karolina Wożniak- absolwentka, studentka psychologii na UG.

Właściwie głównym powodem, dla którego znalazłam się w II LO, a nie w jakiejkolwiek innej szkole jest pani profesor Szynkiewicz. Od absolewntów słyszałam same pozytywne opinie i one przesądziły o moim wyborze. Jednak rzeczywistość bardzo mnie zaskoczyła. Pierwszy raz przez całą edukacyjną ścieżkę spotkałam nauczyciela, który nie tworzy bariery uczeń nauczyciel i zgadza się na szalone pomysły, wspierając przy tym. Nauczyciel której swojej funkcji nie traktuje jako pracy, ale robi to z wielką pasją. Nauczyciela, który tą swoją pasją potrafi zarazić ucznia i nie pozostaje obojętnym na zainteresowania swoich wychowanków. Co najważniejsze, pani profesor Szynkiewicz jest osobą, która na bieżąco śledzi  wszystkie trendy w sztuce współczesnej, a dzieki temu nikt z nas na lekcjach języka polskiego nie mógł sę nudzić. Myślę, że jeżeli jesteście osobami, które chcą aktywnie uczestniczyć w życiu szkolnym czy też kulturalnym miasta, to wybór klasy pani prof. Szynkiewicz będzie idealnym wyborem.

Wojciech Lewandowski- absolwent  iberystyki UJ, doktorant Uniwersytetu w Barcelonie.

Beata Szynkiewicz jest przede wszystkim osoba o głębokiej wrazliwosci humanistycznej. Dzięki swoim zdolnościom pedagogicznym, organizacyjnym, jak rowniez ogromnej pasji filologicznej potrafila zarazić mnie miloscią do szeroko pojętej kultury. To jej zawdzieczam, ze, jako laureat Olimipady Języka Polskiego dostalem się bez egzaminow do szkoly średniej, gdańskiego liceum bilingualnego. To, w duzej mierze również jej zawdzięczam, że teraz kończę z uśmiechem na twarzy doktorat z teorii języka, a filologia stala się (w chyba już teraz bardzo filozoficzno-egzystencjalnym wymiarze) trwałym filarem sensu mojego zycia.

Aleksandra Kisiel- absolwentka UW, redaktor polskiej edycji Elle i redaktor naczelny Polska gotuje. 

Nie ma nic trudniejszego, niż pisanie opinii o osobie, którą się ceni. Bo weź tu człowieku nie popadnij w patos? Wszystkie zdania zdają się zbyt okrągłe, każdy epitet zbyt górnolotny. A przecież nie piszę o Słowackim, tylko o Pani Profesor. Więc trzeba będzie balansować na cienkiej granicy między pamfletem a panegirykiem. O tyle cienkiej, że te pierwsze zawsze jakoś lepiej mi wychodziły. I Pani Profesor to szanowała. Bo byłam okrutnie złośliwa. Niektórzy uważali to za przejaw bezczelności, ale dla Pani Profesor chyba był to sygnał, że będą ze mnie ludzie. I żeby mi się we łbie nie poprzewracało (a była na to szansa) przerzuciła mnie na indywidualny program z języka polskiego, dokręcała śrubę przy historii sztuki. Angażowała mnie w najróżniejsze przedsięwzięcia: konkurs negocjatorów, konkursy poezji (których teraz się okropnie wstydzę, bo były szczeniackie i grafomańkie, ale ponoć każdy humanista ma w swoim życiu taki etap), wszelkie możliwe konkursy literackie. Wspierała moją miłość do filmu. Co poniedziałek wybierałyśmy się na projekcje w ramach DKF-u. Dyskusje odbywały się w drodze powrotnej, chociaż na etapie 17-latki chciałam rozmawiać przede wszystkim o „grze aktorskiej”. Potem na szczęście zaczęłam zwracać uwagę na inne elementy do analizy. To właśnie dzięki Pani Profesor odkryłam „Język filmu” Płażewskiego. I kiedy tylko pojawiła się jego reedecyja zakupiłam i z dumą obwieściłam  Pani Profesor: „Kupiłam biblię”. Pani Profesor nauczyła mnie sztuki dyskusji (chociaż tutaj muszę też oddać honor mojemu ojcu). Umiejętność przydatna do dziś. Zwłaszcza gdy rozmawiam o rzeczach, o których nie mam pojęcia. A dziennikarzom zdarza się to nad wyraz często. Niestety nie mogła ze mnie wyplenić chronicznego lenia. Do tej pory nikomu się to nie udało, a moje pełne imię i nazwisko, już oficjalnie brzmi Aleksandra „za pięć dwunasta” Kisiel. Ten tekst też oddaje jakiś tydzień później, niż się umawiałyśmy. Ponoć tylko praca w dzienniku może człowieka z tego wyleczyć. Póki co, nie będę miała okazji się przekonać. Pracuję w miesięcznikach i dobrze mi tam. A jak przestaje mi być dobrze, to wracam na weekend do Kwidzyna, dzwonię do Pani Profesor i umawiam się na „audiencję”. 6 lat po skończeniu szkoły nadal mamy milion tematów do rozmowy. Podrzucamy sobie tytuły filmów i książek (głównie kucharskich, z mojej strony). Rozpływamy się w zachwytach nad włoskimi makaronami i Hiszpanią. I w końcu rozumiem, dlaczego „Pan Tadeusz” to najpiękniejsza książka kucharska. (Mickiewiczofilów z prof. Borkowską na czele przepraszam za sprowadzenie eposu narodowego do garów.) Nie mam pojęcia, czy tak powinna wyglądać opinia o nauczycielu. Może powinnam wymienić wszystkie zalety, wypunktować i podać przykłady? Teraz wiem, że to musiało być trudne zadanie, napisać opinię o mnie, gdy w drugiej klasie ogólniaka zdecydowałam, że będę uczyć się historii i wosu w trybie indywidualnym. Ku zgrozie moich rodziców, wątpliwej radości nauczycieli Pani Profesor stała za mną murem. A jak do tego muru swoją cegiełkę ostatecznie dołączyła Moja Mama to sprawa była przesądzona. Choć nie odbyło się bez telefonów do Ministerstwa :-) A teraz szybka litania: Pani Profesor jest stanowcza, ale nie ślepo uparta. Nie lubisz człowieku „Zbrodni i kary”? To nielub, nie czytaj, tylko nie marudź jak ci ją dadzą na maturze. Uczyła nas odpowiedzialności. Pomagała wybrać własną drogę w życiu. Czasem przymykała oko, czasem dawała popalić. Każdego z nas traktowała indywidualnie i szanowała. Byliśmy zbiorem indywidualności, nie linijek w dzienniku. Na studiach bardzo mi tego brakowało. I kiedy czasem mam już dość wszystkiego, myślę, że fajnie byłoby wrócić do ogólniaka. Przynajmniej miałabym zapewniony codzienny kontakt z inteligentnym człowiekiem, który rozumie moje chore poczucie humoru i nigdy nie da mi zapomnieć o tym „rzucaniu” które napisałam przez „ż”. Uprzedzając czyjekolwiek pytania: brak błędów ortograficznych w tym tekście zawdzięczam Pani Profesor i spell-checkowi w edytorze tekstu.

Ada Bader- studentka filologii polskiej UG.

Nigdy nie przepadałam za lekcjami języka polskiego i do klasy pani Szynkiewicz trafiłam właściwie przypadkowo podążając za kolegami z gimnazjum. Przyznam, że pierwsze zajęcia wydały mi się dziwne, po prostu inne, niż to czego dotychczas doświadczyłam. Dopiero po tygodniu kiedy moje fale mózgowe stały się nieco bardziej kompatybilne z wywodem polonistki zaczęłam czuć, że to coś dla mnie. Wydaje mi się, że lekcje z panią Beatą nie będą dobre dla wszystkich, jeżeli ktoś chce po prostu zdać maturę to obojętne, którego nauczyciela wybierze. Polecam je za to gorąco tym, którzy chcą poszerzać swoje horyzonty(nie tylko literackie, ale także filmowe czy ogólniej kulturalne), dyskutować na tematy filozoficzne i etyczne czy po prostu rozwijać szeroko pojętą humanistyczną stronę swojej duszy. Ja bardzo dużo zawdzięczam tym lekcjom, oprócz przyzwoicie zdanej matury błogosławię wybór studiów-obecnie trzeci rok filologii polskiej ze specjalnością teatralno-filmową.

Karolina Korth- doktorantka uniwersytetu w Monachium.

Jako lauretka wojewodzkiej olimpiady humanistycznej mialam mozliwość wybrania liceum, w ktorym chcę kontynuowac naukę. Wybór padł na II Liceum Ogólnoksztalcące w Kwidzynie, bo tam lekcje języka polskiego prowadzila Pani Beata Szynkiewicz. Wiedziałam, ze przy takiej nauczycielce bedę mogla rozwijać swoje zdolności. I rzeczzwiscie: profesjonalnie i ciekawie przygotowane lekcje, koncentracja na wybitnych uczniach i fantastyczne dyskusje na temat literatury sprawily, ze nigdy mojej decyzji nie żałowałam. Drogi Gimnazjalisto: jeśli masz talent polonistyczny i chcesz go rozwijać polecam Ci II Liceum Ogólnokształcące.

Pozdrowienia z Monachium.

Ogromnym fenomenem jest to, że ‘ludzie z bio-chem’ mogą lubić język polski! I uważam, że to wszystko zasługa naszej Pani prof. Szynkiewicz, która poprzez ogromną pasję, zapał do pracy nad naszymi umysłami zaraziła zainteresowaniem nie tylko mnie, ale wiele osób , zupełnie odbiegającymi od polskiego planami na przyszłość. Przychodząc po gimnazjum do 2 LO, cierpiałam na przesadną awersję to tego, jakże teraz ciekawego przedmiotu. Niestety, jakoś na wcześniejszych etapach nauczanie nie odnalazłam w języku polskim nic interesującego. Odmieniło się to dopiero w 1. ławce klasy 112 w II LO. Lekcje są zawsze szalenie interesujące, nawet kiedy omawiamy lektury (tak, dotyczy to także „Lalki”) lub piszemy prace. Nigdy nie jest nudno i sztampowo, co, według mnie, jest najgorszą cechą, jaką mogą mieć zajęcia lekcyjne. Nuda otępia i zagłusza twórcze myślenie, ale dzięki lekcjom polskiego wiele osób mogło rozwinąć swoje skrzydła, zdobyć Przydatną wiedzę z zakresu literatury, sztuki i kultury, poznać od innej, niż na lekcjach historii, strony minione czasy, sprawdzić swoje umiejętności językowe podczas niekończących się dyskusji tematycznych, pozytywnie wpływających na efekty nauki z biologii i chemii, bo przecież piszemy PO POLSKU  i posłuchać wprowadzających w dane zagadnienie monologów Pani Profesor, które, wbrew pierwszemu skojarzeniu niektórych ludzi, nie są nudne! Wręcz przeciwnie; pełne nie zawsze powszechnie znanych informacji, często z odniesieniem do współczesnej rzeczywistości, uświadamiają, jak czas zatacza jedno wielkie koło, jak ‘b’ wynika bezpośrednio z ‘a’. Dzięki wstępnemu osłuchaniu się na dany temat możemy wyrabiać swoją własna opinię, poświęcić chwilę na refleksje związane np. z dawną epoką i jej filozofią. Niekończący się entuzjazm Pani Profesor jest wręcz zaraźliwy, a lekcje są często doskonałym remedium na złe samopoczucie. Poprzez konieczność koncentracji można oderwać się od złych myśli krzątających się po głowie i poprawić sobie humor po zdobytej aprobacie na temat celnie wysnutego spostrzeżenia.Czasem myślę sobie, jak cudownie byłoby, gdyby wszyscy nauczyciele prowadzili swoje zajęcia tak, jak język polski, ale później dochodzę do wniosku, że to niemożliwe. Co by było gdyby wszystko stało się tak zajmujące i absorbujące czasowo, nie tylko w szkole? To byłoby koniec życia prywatnego, ale teraz już wiem, że żadna z poświęconych językowi polskiemu minut, zarówno w szkole i w domu, nie była zmarnowana. Każda przyniosła wymierny efekt w postaci coraz lepszych ocen, świadomości zdobytej wiedzy, którą za 2 miesiące wykażę się na egzaminie maturalnym i wiem, że dzięki Pani Profesor Szynkiewicz będę mogła z dumą pokazać swoje świadectwo maturalne całej rodzinie.

Iza III b

Cieszę się Drodzy Gimnazjaliści, że mogę podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami dotyczącymi lekcji języka polskiego w moim II LO.Przypominam sobie ten czas, to było mniej więcej trzy lata temu. Wtedy tak samo jak Wy stawałem przed tym jakże ważnym wyborem szkoły. Wybierałem się do klasy o profilu biologiczno-chemicznymi takiego też wyboru dokonałem. Pomimo miłości do ojczyzny i polskich tradycji, nigdy nie darzyłem szczególną sympatią lekcji naszego języka. Całe szczęście, że nauczycielem tegoż przedmiotu w mojej klasie została pani Beata Szynkiewicz, która niejako zaraziła mnie zamiłowaniem do naszego ojczystego języka. Decydując się na tę szkołę, nawet nie przeszło mi przez myśl, że zostanę członkiem redakcji szkolnej e-gazetki, a lekcje polskiego będą takim ciekawym czasem poznawania literatury oraz szeroko pojętego obcowania z kulturą, np. poprzez oglądanie filmów. Równie ważnym aspektem jest dla mnie, jako ucznia klasy z rozszerzoną biologia i chemią, spokój- pewność, że po trzech latach pracy „pod skrzydłami” pani Szynkiewicz, nie muszę obwiać się nadchodzącej matury z języka polskiego . Nie chcę wygłaszać jakichś pieśni pochwalnych na temat lekcji polskiego, bo nie o to tu chodzi. Każdy, kto zdecyduje się na wybór II LO w Kwidzynie, sam będzie miał okazję przekonać się jak słuszną podjął decyzję. Z mojej strony mogę tylko zachęcić Was do wyboru klasy humanistycznej, której wychowawcą w nadchodzącym roku będzie pani Beata Szynkiewicz i zachęcić do współpracy z panią profesor, a do egzaminu maturalnego podejdziecie z dużym spokojem.

Dawid III b

 


stat4u